ArchiveMarzec 2018

Visual Studio i ReSharper w jednym stali domu…

Mam w pracy tę możliwość, że zazwyczaj mogę używać najnowszego Visual Studio, w połączeniu z ReSharper’em rzecz jasna. Często najnowszego .NET’a czy dotNET core’a (zaraz sobie język połamię). Cenię sobie tę możliwość, bo pozwala mi to być na bieżąco z głównym narzędziem/środowiskiem pracy całej rzeszy dotnetowców, siszarpowców i nie tylko. Jednakże rodzi to czasem problemy, no bo jakżeby inaczej. „Bunt maszyn” czy co? W każdym bądź razie ostatnio, dosyć często, Visual Studio nie radzi sobie z ReSharper’em. Może na odwrót? Nie ważne. Ważne, że Visual Studio czasami nie widzi możliwości dodania referencji do klasy, dll’ki którą właśnie chcę użyć. Czasami nawet po dodaniu tej referencji „ręcznie”, VS nadal uważa, że jej nie ma i podkreśla to użycie czerwoną linią wstydu. Na szczęście podczas builda wszystko jest w porządku, co nie zmienia faktu, że całe Visual Studio świeci czasami na czerwono. Jedynym rozwiązaniem, a raczej...

Frustrację i złość czas przekuć w … felieton?

Lubię swoją pracę. Naprawdę! Nie zawsze przecież cały dzień klepania kodu jest dniem smutnym, rzekłbym, iż większość jest całkiem fascynująca. Jednak czasami mam dość. Nie współpracowników, nie zadań czy deadline’u, mam dość komputera i narzędzi, które walczą ze mną z uporem maniaka. Takiego clowna rodem z horroru, który śmieje się i trąbi na czerwonym nosie, ucinając rękę swojej ofierze (ja jestem tą ofiarą).
Taka właśnie chwila spowodowała, że postanowiłem rozpocząć cykl postów pt. „Nie wszystko złoto co się kompiluje”. To będzie takie smutne miejsce, gdzie będę wylewał swoje żale dotyczące wspomnianego clowna i tego co działać powinno, a nie działa.
Zapraszam!

Witaj, Świecie!

Cześć! Celowo zostawiam domyślny tytuł tego pierwszego posta. Można by powiedzieć, że jest taki „tradycyjny”. Witam Cię drogi Czytelniku na moim blogu. Mam na imię Patryk i jestem 33-letnim programistą, który po latach pracy w zawodzie (będzie już ok. 7 lat), pracy niekoniecznie rozwijającej, zdecydował się wreszcie wziąć sprawę w swoje ręce, wyjść do ludzi, krzyknąć – „Hej! Tu jestem Ja! Ten wspaniały herszt hersztów!”.   Ofiara Ostatnimi czasy padłem ofiarą, jak ja to nazywam – „ciepłej posadki”. Praktycznie zero wyzwań, tylko trochę wymagań, dobra kasa i dostęp do kawy. Na początku myślałem – „Nooooo, wreszcie spokój, cisza. Uporządkuję życie prywatne. Wygrzeję się na wakacjach. Znajdę sobie hobby, inne niż klepanie w klawiaturę.” Dziś z perspektywy czasu oceniam, że było fajnie, ale na krótko. Zaczęło mi brakować radości tworzenia czegoś nowego, tych emocji poznawania czegoś nowego, a najbardziej kontaktu z...

Newsletter



Społecznościowe

Historycznie

Tagi