BoilingFrogs. Wrażenia.

B

O BoilingFrogs

Edycja 2019, konferencji BoilingFrogs, jest pierwszą edycją tej konferencji, jaką odwiedziłem. Na pewno nie ostatnią, ale może zacznę od początku.

Konferencja odbyła się we Wrocławiu, we Wrocławskim Centrum Kongresowym (RCTB), na terenie kompleksu Hali Stulecia. To dobre miejsce na tego typu event. Parking jest. Dojazd komunikacją miejską jest super łatwy, praktycznie z każdego zakątka miasta.

Dodatkowo pogoda dopisała i w przerwie, między prelekcjami, można było sobie, z kawką w ręku, wyjść na teren wrocławskiej fontanny.

Begin

Wizytę na BoilingFrogs rozpoczęliśmy rejestracją, „czynną” od godziny 08:00. Od razu na wejściu, dwie tabliczki kierowały uczestników w odpowiednie miejsca, wedle liter alfabetu. Przy rejestracji otrzymaliśmy tylko identyfikator.

Żadnych prezentów. Żadnych siatek, koszulek, bielizny. O tym później.

Czas pomiędzy rejestracją, a właściwym rozpoczęciem konferencji które poprowadził Tomasz Kaczmarzyk o godzinie 09:10, można było przeznaczyć na podróże między stołami i eksplorację łakoci na nich. No i oczywiście na networking.

Samo otwarcie konferencji przez Tomka, było połączone z pierwszą prezentacją poprowadzoną również przez niego, o tytule The Lasagne Industry, podczas której Tomek przekazuje, moim zdaniem, idee przyświecającą konferencji BoilingFrogs, w myśl ideii manifestu Software Craftsmanship.

To był równiez dobry moment, aby napisać co nieco nt. konferencji i zbliżającego się dnia w mediach społecznościowych, za które można było zdobyć, wcześniej wspomniane, gifty. Podoba mi się takie podejście, gdzie trzeba się odrobinę wysilić, aby przywieźć do domu pamiątkę.

Prezki

Kolejne prezentacje, już te właściwe, odbywały się w ramach trzech ścieżek. Ścieżki nie były tematyczne. Opiszę pokrótce te na których byłem.

Kiedy od softu zależy ludzkie życie – o systemach safety-critical – Macieja Gajdzicy. Prezentacja nt. wytwarzania oprogramowania w systemach safety critical. Maciek mówi o normach wytwarzania oprogramowania w tego typu rozwiązaniach, a co najważniejsze (i co moim zdaniem było mocnym punktem prezetnacji), wymienia przykłady zdarzeń związanych z utratą zdrowia lub życia osób, w przypadku nie stosowania się do tych norm. Głównym przesłaniem prezentacji, przynajmniej ja ją tak odebrałem, była przestroga. „Pewnego dnia, w wyniku błędu w oprogramowaniu, wydarzy się coś, co zwróci oczy rządu i opinii publicznej w stronę pracy programistów”.

  • Przerwa – kawka

Następną prelekcją na jakiej się pojawiłem była prelekcja pt. Zero Thrust Theorem – Andrzeja Dyjaka. Andrzej zwraca uwagę w swojej prelekcji, w kontekście bezpieczeństwa, że nie wszystko jest takie jakie mogłoby się wydawać. Przedstawia różne luki bezpieczeństwa, znalezione w różnych systemach, „w różnych warstwach” oprogramowania. Mówi o ich konsekwencjach i „zasięgach”. Bardzo pouczająca prelekcja nie tylko dla programisty, ale również użytkownika (przecież nimi też jesteśmy).

  • Przerwa – soczek

Kolejną prezetacją, była prezentacja Oli Kunysz – pt. Twoja aplikacja działa, ale wolno. Co teraz? Ola pokazuje w jaki sposób profilować naszą plikację pod kątem wydajności i responsywności. Podpowiada gdzie szukać, jak szukać i za pomocą jakich narzędzi. Dzięki Oli dowiedziałem się o Gatling lub o mechaniźmie takim jak Content Delivery Network.

  • Przerwa – łyk wody

Dalej, o godzinie 12:45 rozpoczęto wydawać obiad, a w międzyczasie, dla zainteresowanych, zorganizowano tzw. Sesję Lighting-Talks. Krótkie prelekcje na jakiś luźny temat.

Poszedłem posłuchać Karola Krefta. Karol przedstawił nam swój punkt widzenia odnośnie user story w krótkiej przemowie pt. Małe (User story) jest piękne. Akurat z Karolem trudno było się nie zgodzić, małe user story jest łatwiejsze do wyceny, łatwiejsze do wdrożenia i utrzymania, a także skraca czas dostarczenia funkcjonalności.

Czas na obiad

Tak. Obiad.

Tak, osobny akapit.

W połowie dnia, raczej wszyscy byli już głodni. I jestem szczerze przekonany, że każdy uczestnik konferencji był zadowolony z posiłku jaki był serwowany. Z punktu widzenia organizacji wydarzenia to dosyć trudna sprawa, trzeba nakarmić w tym samym okienku czasowym kilkaset osób. Myślę, że to nie lada wyzwanie.

Prawdopodobnie dlatego, nie na każdej konferencji zostaniecie nakarmieni.

Co ciekawe obiad był zorganizowany tak, że nie było gdzie usiąść. W zamian, były dostępne „stoliki barowe”, takie w sam raz aby przy nich stanąć i zjeść. Powiesz – „ale jak to, nie można usiąść do jedzenia”? Moim zdaniem właśnie dobrze! Nie dość, że przyspieszało to rotację przy stolikach, dzięki czemu każdy miał gdzie zjeść, to na dodatek sprzyjało to networkingowi.

Jakby nie było, trzeba się odezwać do współbiesiadników, prawda?

Kolejki? Cóż, jedni twierdzili, że długie. Inni twierdzili, że szybko idzie. Co osoba to opinia.

Po obiedzie kawa i jedziemy dalej…

Prezki nadal

Prezentacja Michała Gellerta pt. Jak jedząc sernik zarobiłem 300$ – kursy online jako sposób na dodatkowy dochód, była lekkim case study nt. tworzenia, promocji i sprzedaży kursów onnline, na podstawie przypadku Michała i jego kursów. Michał mówił o tym jak to zrobił i jak wyglądała sprzedaż jego kursu. Przekazał swoje wnioski i przemyślenia na ten temat. Zupełnie bez wodolejstwa i mydlenia oczu.

  • Przerwa – powietrze + słońce

Tomek Dubikowski ze swoją prezentacją pt. 7 Deadlier Sins of Cratsmanship, moim skromnym zdaniem, pozamiatał. Nie chodzi o temat, bo to już jest tak na prawdę kwestia gustu i humoru słuchacza. Chodzi o sposób prezentacji i charyzmę prelegenta. Tomek przez swoją naturalną jowialność i wesołość, praktycznie natychmiastowo kupił całą publikę. Pomysł na prezentację w formie gry, też wypalił. Tomek nie tylko mówił o cechach które wszyscy posiadamy i do których nikt z nas nie chce się przyznać, ale robił to tak, że chciało się brać udział w całej akcji. Jeśli kiedyś „trafisz” na Tomka w agendzie jakiejśc konfy – polecam.

  • Przerwa – kawy dość, herbaty dość, nic nie chcę

Następnym wystąpieniem jakie widziałem, było wystąpienie Sławka Sobótki, którego raczej nikomu z branży nie trzeba przedstawiać. Sławek podczas swojej prezentacji pt. Event Storming – jak skracać dystans pomiędzy IT a biznesem, dzieli się spostrzeżeniami dotyczącymi tego jak prowadzić Event Storming, ramię w ramię z „biznesem”, tak żeby osiągnąć, zadowalający obie strony efekt. Sławek wplata w prezentację anegdotki i dowcipy bazujące na rzeczywistości. Na taką prezentację zawsze warto iść, jeśli nie po wiedzę, to chociaż na niezłe show.

End

To była ostatnia prezentacja na jakiej się tego dnia pojawiłem. Musiałem już wracać. Co w sumie nie ma wielkiego znaczenia, bo relacje z prezentacji powinny być dostępne on-line na „youtubowym” kanale boilingfrogs.pl.

Co mi się podobało

Podobała mi się organizacja przerw między prelekcjami. To, że można się normalnie po ludzku napić kawy, czy herbaty. Coś przekąsić. Zwłaszcza, że to wszystko było po prostu dostępne i na bieżąco uzupełniane przez drużynę cateringową WCK.

Podobało mi się, że prelegenci nie mieli problemów ze sprzętem który był im udostępniony, a pod ręką była dostępna osoba gotowa pomóc i rozwiązać ewentualny problem, czy podać mikrofon pytającemu. Wbrew pozorom to nie jest takie częste.

Podobało mi się, że gifty z konferencji, trzeba było zdobyć za post na twitterze. Effort nikły, a kubek który zdobyłem jest odrobinę fajniejszy.

Miejscówka też jest super. Nie dość, że łatwo dojechać, to jeszcze jest dużo miejca na to aby odpocząć, przewietrzyć się obok wrocławskiej fontanny.

Co można poprawić

Prawdę powiedziawszy przeszkadzały mi dwie sprawy

  • punkt informacyjny był zlokalizowany w miejscu łączącym wszystkie przejścia, wyjścia, wejścia itp. Kolejka która się do tego punktu ustawiła, stanowiła problem/blokadę dla reszty uczestników
  • to trochę taka wada na wyrost. Chodzi o wolny wstęp na każdą prelekcję nawet po rozpoczęciu. Ludzie, mogąc wejść i wyjść kiedy chcą, przeszkadzali innym słuchaczom. Jednak rozumiem, że organizator nie może zamknąć prelekcji na klucz, a gdyby tak zrobił, pojawiłyby się inne niedogodności i problemy.

Refleksja

Pora na podsumowanie. Piszę je 2 tygodnie po konferencji i to nawet dobrze, bo „na chłodno”.

Specjalnie wybrałem te prelekcje, których dziedzina nie jest moją mocną stroną, lub te które są „miękkie”. Specjalnie wybrałem te które zwiększą moje morale. Nie miałem ochoty na techniczne mięso. Mam je na co dzień.

Przyznam, że konferencja BoilingFrogs zdała egzamin. Byłem na niej po raz pierwszy i nie ostatni. Jestem pewien, że w przyszłym roku również przyjadę do Wrocławia na tę konferencję.

  • atmosfera craftsmanship
  • atmosfera sprzyjająca networkingowi
  • świetna lokalizacja
  • niezły wybór z pośród różnorodnych prelekcji

To wszystko na prawdę przyciąga.

 

Napiszcie w komentarzach co sądzicie. Byliście? Jakieś uwagi? Spostrzeżenia własne? 

 

Cześć i czołem!

 



Photo by Trevor Cole on Unsplash

About the author

4 komentarze

  • Fajny artykuł, na edycji 2019 nie miałem okazji być, ale po tym co piszesz to wygląda to fajnie. Co do obiadu to serio jest to pewnie problem dla organizatorów – żeby zrobić to smacznie, wygodnie i nie za miliony monet:)

    • Konfa mnie na prawdę zaskoczyła. Nie twierdzę, że jest nie wiadomo jaka super, ale czułem się potraktowany fair, zwłaszcza, że nie kosztowała milionów cebulionów. No i atmosfera tam, nie wiem w jaki sposób, zachęcała mnie abym się odezwał do ludzi, których nie znam (w kolejce po kawę, czy przy obiedzie, lub już siedząc na jakiejś prelekcji). Normalnie jestem z tych słuchających więcej, niż mówiących. Polecam Ci BoilingFrogs. W tym roku szykuje się też nowa konfa DynamIT (nowa konfa) i dla mnie, pierwszy raz na Programistok. Zobaczymy…

By Patryk

Autor serwisu

Patryk

Społecznościowe

Instagram

Newsletter



Historycznie

Tagi