Categoryfilozoficznie

Scrum-Utopia

Wspominki W naszej branży ciągle się mówi o zbawiennym wpływie stosowania metodyk zwinnych na projekt, na team, na atmosferę pracy i oczywiście na sam produkt. Najbardziej popularnym frameworkiem jest Scrum. To o nim się mówi najczęściej, tenże właśnie stosuje się najczęściej, do tego stopnia, że często jest kojarzony jako jedyny. Kilka lat temu, miałem przyjemność i szczęście pracować w firmie stosującej Scrum. Po okresie wdrożenia wszystkie aspekty pracy były już mniej dziwne i nieznane, a nawet sensowne. Spotkania daily, backlog grooming, retro, planning itd. Wspólne estymacje zadań, za pomocą kart oczywiście. Dema podczas których rozpierała nas duma ze względu na wysoki stopień dowożenia zadań. No i najważniejsze, poczucie jedności z zespołem, poczucie tego, że jak trzeba to pomogę, a jeśli ja potrzebuję, to pomogą. Zespół cross-funkcjonalny. Wszyscy robiliśmy wszystko i każdy z nas, w razie potrzeby (choroba, sytuacje losowe), mógł być zastąpiony przez innego członka zespołu z...

O rolach i odpowiedzialnościach

The A Team Znacie serial pt. „The A Team”? Fabuła tegoż serialu traktowała o drużynie właśnie, byłych wojskowych, komandosach, którzy wykonywali różne, niebezpieczne misje w obronie dobra. Jakoś tak. Każda główna postać była wyjątkowa. Każdy bohater należący do owej drużyny miał swój wysoce jaskrawy charakter, co ciekawe, jednoznacznie określający rolę członka drużyny w drużynie.   Życiowe inspiracje filmem Wspominam o tym ponieważ mam wrażenie, że praca w zespołach w branży IT opiera się na takich samych zasadach. Każdy zajmuje się tym, co lubi, tym co zna najlepiej, tym co sam napisał lub tym, czego akurat ma ochotę się nauczyć. Dzielenie się wiedzą i kompetencjami nie następuje – bo i po co – prawda? Przecież NIE dojdzie do sytuacji, gdzie braknie jedynego człowieka mającego wiedzę nt. kluczowego elementu w projekcie. To się NIE wydarzy, prawda? Ponadto, jak się coś schrzani na produkcji łatwiej WYTYPOWAĆ winnego, prawda? Tego, który ZOSTANIE w...

Frustrację i złość czas przekuć w … felieton?

Lubię swoją pracę. Naprawdę! Nie zawsze przecież cały dzień klepania kodu jest dniem smutnym, rzekłbym, iż większość jest całkiem fascynująca. Jednak czasami mam dość. Nie współpracowników, nie zadań czy deadline’u, mam dość komputera i narzędzi, które walczą ze mną z uporem maniaka. Takiego clowna rodem z horroru, który śmieje się i trąbi na czerwonym nosie, ucinając rękę swojej ofierze (ja jestem tą ofiarą).
Taka właśnie chwila spowodowała, że postanowiłem rozpocząć cykl postów pt. „Nie wszystko złoto co się kompiluje”. To będzie takie smutne miejsce, gdzie będę wylewał swoje żale dotyczące wspomnianego clowna i tego co działać powinno, a nie działa.
Zapraszam!

Witaj, Świecie!

Cześć! Celowo zostawiam domyślny tytuł tego pierwszego posta. Można by powiedzieć, że jest taki „tradycyjny”. Witam Cię drogi Czytelniku na moim blogu. Mam na imię Patryk i jestem 33-letnim programistą, który po latach pracy w zawodzie (będzie już ok. 7 lat), pracy niekoniecznie rozwijającej, zdecydował się wreszcie wziąć sprawę w swoje ręce, wyjść do ludzi, krzyknąć – „Hej! Tu jestem Ja! Ten wspaniały herszt hersztów!”.   Ofiara Ostatnimi czasy padłem ofiarą, jak ja to nazywam – „ciepłej posadki”. Praktycznie zero wyzwań, tylko trochę wymagań, dobra kasa i dostęp do kawy. Na początku myślałem – „Nooooo, wreszcie spokój, cisza. Uporządkuję życie prywatne. Wygrzeję się na wakacjach. Znajdę sobie hobby, inne niż klepanie w klawiaturę.” Dziś z perspektywy czasu oceniam, że było fajnie, ale na krótko. Zaczęło mi brakować radości tworzenia czegoś nowego, tych emocji poznawania czegoś nowego, a najbardziej kontaktu z...

Newsletter



Społecznościowe

Historycznie

Tagi