Pół roku blogowania. Przemyślenia.

P

Od momentu kiedy – zainspirowana wielkimi postaciami naszego krajowego światka IT – pojawiła się w mojej głowie myśl, „może by tak bloga założyć”, do momentu kiedy bloga założyłem, mija właśnie sześć miesięcy. Oczywiście nie jest to okres po którym można mianować się ekspertem, ale uważam, że jest to idealny okres aby zebrać przemyślenia, podsumować swoje działania i zaplanować dalsze kroki.

Opiszę moje oczekiwania, wyobrażenia o tym jak to będzie wyglądało. Wyobrażenia jakie miałem, jeszcze na etapie wyboru hostingu vs. rzeczywistość. Zrobię z tego luźne podsumowanie, trochę dla tych którzy chcą pójść podobną ścieżką, trochę dla siebie jako rachunek sumienia(?).

 

Plan „z dupy”

Przede wszystkim nie chciałem wystartować z niczym, dlatego napisałem dwa posty (aż dwa!!! SIC!), które już na starcie nadawały się na publikację. Ponad to, wymyśliłem mniej więcej, jakie działy – tematycznie – będą obecne na blogu i starałem się to sensownie rozplanować. Dzisiaj wiem, że trzeba było napisać więcej postów i mniej się zajmować planowaniem jak będzie wyglądał blog. Tak na prawdę, po dwóch tygodniach musiałem się szybko zreflektować i coś napisać, a wbrew pozorom, znalezienie tematu nie jest takie proste. Mogłem sobie kupić więcej czasu. Co do wymyślania działów tematycznych… cóż nie chodzi o to, że planowanie jest niepotrzebne, wręcz przeciwnie, uważam że jest i to bardzo. Strona dzięki logicznej strukturze odnośników i menu, nabiera czytelności. Chodzi o to, że i tak czy siak, w miarę pisania, struktura strony urodziła by się sama, a ja nie poświęcałbym na nią zbyt wiele czasu.

Podsumowując. Nie przygotowałem się w kwestii ważnej, a w kwestii mniej ważnej dopuściłem się overengineeringu.

Mówiąc kolokwialnie, plan był „z dupy”.

 

Od strony technicznej

Jeśli chodzi o stronę techniczną tworzenia bloga, wyszedłem z założenia, że chcę się zajmować pisaniem postów, a nie commitami. Jest to powód dla którego wybrałem popularny CMS (wordpres.org). Wszystko co jest potrzebne da się wyklikać. Jak się okazuje, nie do końca wszystko jest super jasne i klarowne, jeśli chodzi o działanie wordpressa, ale ta platforma sprawia, że stawianie strony jest łatwe. Dodatkowym atutem jest duże community, dzięki czemu, w razie problemów, mam gdzie szukać.

Nie zrozum mnie źle, dzisiaj wybrałbym inaczej, wybrałbym coś bardziej minimalistycznego. Coś lekkiego, nawet za cenę okrojenia funkcjonalności, ale nadal – nie pisałbym funkcjonalności bloga sam. Jeśli ktoś woli…droga wolna. Tylko pamiętaj drogi blogjerze ;-)… będziesz walczył na wielu frontach:

  • Chcesz mieć system komentarzy? Napisz sobie.
  • Chcesz nie mieć spamu w komentarzach? Napisz sobie.
  • Chcesz ładnie pokazywać zdjęcia lub fragmenty kodu? Napisz sobie.
  • Chcesz integracji z systemem mailingowym? Napisz sobie.
  • Ładne, skomplikowane Menu? Napisz sobie.
  • Zgody, dotyczące GDPR (RODO), ciasteczek? Napisz sobie.
  • Dochodzi jeszcze umiejętność ogarnięcia SEO ręcznie. Zmiana wyglądu będzie się wiązała ze spędzeniem godzin nad stylami.

Dlatego, tak jak wspomniałem, nadal wybrałbym jakiś CMS, może coś lżejszego. Z drugiej strony muszę przyznać, że system wordpressa wraz z wtyczkami, stylami, dodatkami, bardzo obniża próg wejścia w blogerski świat.

 

Samo-promocja Jaskiniowca-piwniczaka

Ah! No właśnie. Temat, dla mnie, najtrudniejszy. Jeśli jesteś osobą towarzyską, kimś kto zawsze ma coś ciekawego do powiedzenia, nie ma problemu. Gorzej jeśli jesteś typowym jaskiniowcem-piwniczakiem. Nie twierdzę, że brak mi ogłady, że nie potrafię mówić/pisać do ludzi pełnymi zdaniami. Nawet uważam, że idzie mi to całkiem nieźle. Chodzi o to, że stopień mojego uspołeczniania się z innymi osobami, od zawsze był na poziomie…żenująco niskim(?). Jestem domownikiem (nie, nie mam kota :D), jeśli idę między ludzi, to najlepiej na krótko. Zatem dla mnie, chęć dzielenia się czymś co chce się przekazać innym to jedno, natomiast aktywne promowanie swoich własnych treści w internecie to inna para kaloszy. Trzeba się ładnie zareklamować, trzeba zrobić to nienachalnie. Najlepiej na wielu frontach. Zanim założyłem bloga nie miałem konta na instagramie, na facebooku, na twitterze. Github leżał odłogiem, a linkedin był tylko zdigitalizowanym CV.

Uwierz mi. Trudno jest się pokazać. Publicznie oznajmić, że się coś napisało i wystawić na ocenę obcych. Jednakże kiedy już przezwyciężysz pierwsze strachy jest na prawdę fajnie. Okazuje się, że ludzie nie dążą do tego, żeby Cię zgnoić, zmieszać z błotem i sobie pójść gdzieś indziej, gnoić i mieszać z błotem w innym miejscu. Okazuje się, że ludzie są bardzo przychylni, wręcz pomocni. Są uprzejmi i reagują na każdy przejaw dzielenia się wiedzą, bardzo uprzejmie. Można znaleźć wielu zajawkowiczów, zainteresowanych dokładnie tym samym co Ty i znaleźć z nimi wspólny język. Wreszcie można, jak równy z równym, wymienić uwagi z wielkimi osobistościami świata IT. Ludźmi których książki czytasz, ucząc się. Niepodważalnie są to duże plusy portali społecznościowych.

Oczywiście nie może być tak różowo. Na razie, jedyny minus jaki mi doskwiera to uzależnienie od tychże portali. Cóż. Może nie do końca uzależnienie. Po prostu, jeśli chcesz być na bieżąco z tym co się dzieje w światku IT, musisz zerknąć. Jeśli chcesz nawiązać jakąś relację, musisz odpisać. Jeśli chcesz być zauważony, sam musisz napisać. Nie ma innej drogi. Pomijam sprawy oczywiste, jak jakość tego co dostarczasz i poziom kultury jaki sobą prezentujesz. Bez tego, nawet najlepsze profile na insta i fejsbuczku nie pomogą.

 

Nieprzewidziane korzyści

Jest też kilka nieprzewidzianych korzyści, pozytywnych walorów prowadzenia bloga, o których mało kto wspomina i o których sam nie pomyślałem.

  • Od czasów szkolnych, nigdy tak dużo nie pisałem. Na dodatek w taki sposób żeby to miało ręce i nogi. Człowiek stara się najlepiej jak może. Doucza się z dziedziny „wyrażania myśli”, bo chce żeby było dobrze (przynajmniej ja tak mam). Niewątpliwie, jest to plus prowadzenia bloga.
  • Na początku, myślałem że będę pisał o rzeczach na których się znam i na których zęby zjadłem. Co to, to nie! Owszem znajdą się i takie, ale są mało ciekawe (przynajmniej dla mnie). Człowiek szuka tematów które go zainteresują, na które fajnie by było napisać post. Niekoniecznie tematy, na które cokolwiek wie. Właśnie to jest świetne! Trzeba się zmusić i poznać jakąś dziedzinę. Jasną sprawą jest, że nie można się kreować na specjalistę z tematu który się dopiero liznęło. Notabene to nieuczciwe, a „internety” tego bardzo nie lubią. Jednakże nic nie stoi na przeszkodzie, aby wykorzystać blog jako dźwignię, motywację ku temu, aby tym specjalistą się stać.
  • Chcąc, nie chcąc, jeśli blogujesz (w konkretny, zjadliwy sposób) wartość Twojej osoby na rynku pracy rośnie. Uważam, że to zjawisko nie tyczy się tylko IT. Dla mnie zawsze było czymś imponującym, prowadzić bloga i dzielić się wiedzą. Człowiek myśli o takiej osobie jak o kimś prawdziwie zainteresowanym tematem. Pomijam pejoratywny wydźwięk jaki ostatnio padł na określenie „pasjonat”, za sprawą firm parających się zatrudnianiem mróweczek-nolifeów.
  • Pet-projects? Nie wiem jak Ty, ale ja wreszcie mam motywację, aby ciągnąć swój własny mini projekt. Czasu nadal mało, ale momentami wstrzelę się w jakieś wolne okienko, aby przemyśleć dalsze kroki, albo wreszcie pokodować poza pracą, dla siebie. Na razie w powijakach. Nie odpuszczam!

 

Pół roku blogowania. Przemyślenia.

Moja przygoda z blogiem się nie kończy. Pomysłów na nowe tematy nie brakuje, jedynie czasu, momentami motywacji do regularnego pisania. Jednakże wolę pisać o tym, o czym chcę pisać, tak „z serca”. Nie zamierzam na szybko klecić postów, jedynie w celu dotrzymania wirtualnego terminu. Miałem pół roku, aby się przekonać czy blogowanie jest dla mnie. Miałem pół roku, aby poćwiczyć pisanie, określić formę, styl. Nadal nad tym pracuję, nadal się określam. Przykładowo, wraz z publikacją tego posta, uruchamiam funkcjonalność newslettera. Pozwoli mi to dotrzeć o większej liczby odbiorców, i dostarczać w przyszłości inne treści i wartość niż moje wynurzenia. Ponad to jest to dla mnie kolejny duży krok, nie tylko w rozwoju bloga, ale i samego siebie.

Bardzo jestem ciekaw, jak moja działalność blogerska będzie wyglądać za kolejne sześć miesięcy. Pozostaje mi zakasać rękawy, drogi czytelniku/czytelniczko i do boju!  🙂

Czołem!

 



About the author

Add comment

By Patryk

Autor serwisu

Patryk

Społecznościowe

Instagram

Newsletter



Historycznie

Tagi